Dyskusje / Kiedy Michnik zdecydował w 1989 r.

  • Kiedy Michnik zdecydował w 1989 r. | "mkarwan" <mkarwan...
    z http://www.opcja.pop.pl/numer65/65sko.html
    (...)Kiedy Michnik zdecydował w 1989 r., żeby z "ludzi kultury" uczynić nowy
    Dwór odnowionej władzy, kontynuował oczywiście komunistyczną praktykę
    pozłacanej klatki, w jakiej ich trzymano w PRL.
    Funkcję KC przejęła Fundacja Batorego, Politbiurem było Prezydium OKP, nowym
    I sekretarzem zaś... no cóż, boski Adaś nie należy do ludzi znanych ze
    skromności i odrazy do sprawowania władzy.
    Najważniejsze funkcje w nieformalnym wydziale propagandy objęli agenci:
    Drawicz prowadzony przez Rywina, krakowski TW Sowa i d. sekretarz KC, TW
    Rycerz, Marek Król.
    Jako zaplecze mieli sen. Szczypiorskiego (który w 1983 r. bardzo comme il
    faut publicznie się nawrócił - po czym o tym zapomniał...), Lesława Maleszkę
    (który m.in. wskazywał na łamach "GW" na błędy i niedociągnięcia Władimira
    Bukowskiego) - oraz rzecz jasna całą michnikowską sforę, którą Nadredaktor w
    wybranych momentach spuszczał ze smyczy.
    Rolę świeckich kapłanów odgrywały dyżurne Autorytety.
    Jednego z nich, specjalistę od konstytucji i od (anty)lustracji Wiktora
    Osiatyńskiego spytałem kiedyś na antenie, czy nie sądzi, że przeciwnicy
    lustracji powinni przed zabraniem głosu pokazać zawartość swoich teczek, by
    nie być posądzonym o prywatę.
    Pan profesor omal się nie udławił z oburzenia, a uczynna pani redaktor
    szybko mnie wyłączyła.
    Dopiero potem doszły do mnie pogłoski co do rzekomej przyczyny sławnego, bo
    przez niego samego opisywanego (i podobno pokonanego) alkoholizmu tego
    utytułowanego uczonego.
    Wraz ze współpracownikami MSW i WSI zaludniającymi telewizję oraz młodszymi
    aspirantami do uczestnictwa w Układzie - stali się oni tarczą i poniekąd
    kośćcem rządów agentury w Polsce.
    Od połowy lat 90. zyskali potężne wsparcie w Polsacie Solorza i TVN, dokąd
    się przeniósł ob. Subotić.
    Była jednak także cała masa tradycyjnych agentów wpływu.
    O niektórych dowiedzieliśmy się dopiero niedawno, jak o W. Giełżyńskim -
    zastępcy red. nacz. "Tygodnika Solidarność", potem pełniącego tę funkcję w
    "SuperEkspressie" (pamiętny atak na komisję ds. Rywina).
    Sam "Tygodnik Solidarność" stracił za jednym zamachem połowę czytelników za
    przyczyną nowego naczelnego Andrzeja Gelberga; w listopadzie 1990 r.
    wydrukował on wypowiedź Tadeusza Mazowieckiego, w której ten określił
    goszczące go pismo jako szmatę (jak zauważył Piotr Wierzbicki, który po tym
    incydencie wycofał się ze współpracy, ludzie nie kupują pisma po to, by w
    nim przeczytać, że są godnymi pogardy nabywcami szmaty).
    Udało się też zmarginalizować "Tygodnik Gdański", a potem dziennik "Nowy
    Świat", kierowany przez Wierzbickiego - czyli Elżbietę Isakiewicz.
    W tymże dzienniku sekretarzem redakcji został d. dziennikarz "Żołnierza
    Wolności"; gazety na lewo od "Trybuny Ludu".
    Funkcję tę w nowej redakcji pod zarządem p. Isakiewicz, czyli "Gazecie
    Polskiej" objęła d. sekretarka Zarządu Związku Łowieckiego, czyli elitarnego
    klubu właścicieli PRL.
    Literatów i dziennikarzy wsparli aktorzy i reżyserzy; niektórzy odnaleźli
    się na liście IPN, ochrzczonej listą Wildsteina.
    Zalali oni Polskę filmami o tym, jacy żałośni troglodyci ją zamieszkują -
    produkując się też masowo w telewizji.
    Szczególną rolę odegrała Olga Lipińska, o której w podziemnym czasopiśmie
    "Kraj" (z 2 II 1984 r.) można było przeczytać, że powiadomiła władze o
    nazwiskach inicjatorów akcji wyklaskiwania aktorów-kolaborantów.
    Ta sama reżyserka złożyła donos na aktorów, którzy odmówili udziału w
    przygotowywanym przez nią programie telewizyjnym (Powtarzała się pogłoska,
    że w czasie rozmowy z Rakowskim zaproponowała, by odebrać kartki aktorom
    uczestniczącym w bojkocie).
    Jej mąż, szef "Twórczości", Jerzy Lipiński ogłosił w 1994 r., że Polska
    Ludowa była krajem pełnego rozkwitu kultury.
    Ostoją michnikizmu stał się też PAN-owski Instytut Badań Literackich, gdzie
    publikowano książki piętnujące aktualnych wrogów klasowych, czyli niedobitki
    akowsko-solidarnościowej reakcji.
    Przez 12 lat filarem ministerstwa kultury pozostawał człowiek, który od 1969
    r. wiernie służył władzy i jej zbrojnym organom; obecnie dyrektor Muzeum
    Narodowego.
    Można też domyślić się, jakiego rodzaju zasługi położył dla Partii
    Wewnętrznej Waldemar Dąbrowski; dawniej szef klubu "Stodoła" i dostarczyciel
    miłego towarzystwa dla wyższych rangą towarzyszy, a po 1989 r. przykład
    nowej "karuzeli stanowisk".
    Media były pod szczególnym nadzorem SB: dla władzy były to przecież tylko
    nośniki aparatu propagandy.
    Cytowany przez "Newsweek" (11.06.2006) historyk z IPN twierdzi, że
    konfidentami była minimum połowa dziennikarzy.
    Można spokojnie założyć, że niemal wszyscy częściej drukowani, a na pewno
    pokazywani w TV byli TW.
    Jak twierdzą autorzy artykułu, żadna inna grupa zawodowa nie ma tak
    "przetrzebionych" danych archiwalnych.
    Inną kategorią byli korespondenci zagraniczni, przejmowani przez wojsko lub
    od razu przez Moskwę.
    I nie jest przypadkiem, że np. Ryszard Kapuściński (który zresztą w jednej
    z książek pisze, że "przedstawiał opisy sytuacji" odpowiednim towarzyszom)
    do końca prezentował poglądy charakterystyczne dla skrajnej lewicy.
    Być może, IPN ukaże nam dokładny mechanizm "wszczepiania" agentów w zespoły
    redakcyjne czy wydawnicze, gdzie mogli wykazać się nabytą w czasie szkolenia
    umiejętnością "dezintegracji grupy".
    Ciekawe byłoby zwłaszcza prześledzić ich działalność w pismach katolickich,
    które w latach 80. były namiastką wolnej prasy.
    Gdy w ramach "pełzającej odwilży" władze wydawały pozwolenia na wznowienie
    wydawania czasopism zlikwidowanych w 1946 r., pieczę nad nimi przejął
    Interpress, czyli MSW.
    Czy biskupi byli świadomi tych "implantów", czy też wybierali - z
    rezygnacją - "niewiedzę"?
    Jak to się stało, że sekretarzem miesięcznika zakonu michalitów
    "Powściągliwość i Praca" - w którym w latach 80. publikowała cała warszawska
    elita - stał się nikomu nieznany Jacek Żakowski?
    Wyróżniał się wtedy czołobitnością wobec tzw. nazwisk i pogardą dla zwykłych
    czytelników, którzy czasem nadsyłali swoje teksty.
    Dziś to czołowy antylustrator i dobry znajomy gaspadina Smołokowskiego z
    firmy J&S (o oczywistych koneksjach) - który to pan S. jest jednocześnie
    właścicielem "Zwierciadła"; pisma, które upodobało sobie Żakowskiego jako
    laureata jego nagród.
    W jaki sposób w tymże piśmie pojawił się w 1988 r. i od razu zaczął pełnić
    funkcję besserwisera Jan Grosfeld, ledwie co nawrócony, nie wiedzący nawet,
    jak zwracać się do księży?
    Człowiek ten zrobił potem wielką karierę, został członkiem Komisji Dialogu z
    Judaizmem, a potem profesorem na ATK, obecnie Uniwersytetu im. S.
    Wyszyńskiego - w redakcji zajmował się natomiast blokowaniem tekstów
    rozliczeniowych oraz bezustannym intrygowaniem; sam zresztą niemal nic nie
    drukował.
    Udało mu się ostatecznie tak skonfliktować zespół, że odeszła z niego Ewa
    Polak-Pałkiewicz, najbardziej zaangażowana w pracę, katoliczka nie tylko na
    pokaz (To, że sam zakon to tolerował, każe znów zadać kolejne pytania o
    wpływy agentury w Kościele).
    Grosfeld stał się głównym specjalistą od propagowania w różnych telewizjach
    filozofii "wybaczania w ciemno" - tłumacząc, że wszyscy jesteśmy grzeszni,
    nie mamy więc prawa osądzać innych: nawet zbrodniarzy.
    Wszystko to podane w słodko-kwaśnym sosie "rozumiejącego miłosierdzia" - i
    oczywiście w całkowitej sprzeczności z Ewangelią i nauką Kościoła.
    W 2004 r. odnalazł się na liście IPN, co obiecał wyjaśnić - jak na razie bez
    powodzenia...

  • Re: Kiedy Michnik zdecydował w 1989 r. | "Duch" <no-user...
    "mkarwan" news:fi39e8$1er$1...

    Dobre i mocne.
    Duch


  1  

Podobne